Poniedziałek, 26 czerwca 2017. Imieniny Jana, Pauliny, Rudolfiny

Zagramy tam gdzie nas zechcą

2013-08-14 12:52:59 (ost. akt: 2013-08-14 08:58:35)
Rafał Romańczuk: Któregoś razu, siedząc przy kanciapie dumaliśmy nad tym, jak mielibyśmy się nazywać, ale ciężko nam to szło. Podeszło do nas dwóch znajomków Jacka i tak od słowa do słowa, któryś z nich rzucił „Ukryta Strona Miasta”. Od razu się przyjęło.

Rafał Romańczuk: Któregoś razu, siedząc przy kanciapie dumaliśmy nad tym, jak mielibyśmy się nazywać, ale ciężko nam to szło. Podeszło do nas dwóch znajomków Jacka i tak od słowa do słowa, któryś z nich rzucił „Ukryta Strona Miasta”. Od razu się przyjęło.

Autor zdjęcia: Wojciech Caruk

Wydawać się może, że czasy kiedy w kętrzyńskim powiecie istniało mnóstwo obiecujących zespołów muzycznych już bezpowrotnie minęły. Można odnieść wrażenie, że większość młodych ludzi woli być słuchaczami, niż twórcami muzyki. 


Na szczęście są jeszcze tacy, którym bierne odsłuchiwanie "empetrójek" nie wystarcza. Przykładem jest reszelska formacja reggae/ska Ukryta Strona Miasta. Działalność grupy przybliżył nam lider grupy - Rafał Romańczuk.

— Zespół funkcjonuje już oda jakiegoś czasu, jednak dopiero w tym roku Wasza aktywność zaczęła być widoczna. Czy możesz krótko przybliżyć historię kapeli? Skąd pomysł na taką nietypową nazwę?

— Rzeczywiście USM istnieje już od 2010 roku, jednak dopiero w styczniu 2013 zagraliśmy po raz pierwszy na scenie. Ja po kilku latach wojaży po
świecie zjechałem wtedy do rodzinnego Reszla i któregoś dnia spotkałem na ulicy starego znajomego z czasów wspólnej gry w Sunrise, Marcina
Płotasta. Spytał, czy nie chciałbym pograć z nim i Jackiem Doboszewskim (również z Sunrise).

Nie trzeba było mnie długo namawiać, bo muzyka,
to jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu. Przez pierwsze miesiące graliśmy w „kanciapie” u Jacka. Świetny klimat, okna zabite dechami, chusta Boba Marleya na ścianie. Jako, że mieliśmy problem z basistą, Marcin „wskoczył” na ten instrument, ja grałem na gitarze, a Jacek na perkusji. Po jakimś czasie dołączył do nas klawiszowiec, Krystian Balcerczyk. Współpraca układała się nieźle. Powstawały utwory, zespół szykował się do pierwszego koncertu w lokalu "Pod Kasztanem" w Reszlu. Niestety na dwa dni przed nim, podczas generalnej próby doszło do "muzycznego poróżnienia" między członkami zespołu w konsekwencji czego debiut nie doszedł do skutku, a ja zrezygnowałem z dalszej gry. Było to jakoś w maju 2011 roku. USM grał we trójkę, bez wokalisty przez niedługi czas, po czym zawiesił działalność.

W lipcu 2012 skrzyknąłem się z Marcinem i w reszelskim MOK-u nagraliśmy utwór „Ty i ja”. Na perkusji zagrał Tomasz Iljasiuk z Biskupca. Niedługo potem doszliśmy do wniosku, że trzeba reaktywować zespół. I tak miejsce Jacka Doboszewskiego za perkusją zajął właśnie Tomek. Klawiszowca już nie mieliśmy. Zespół miał próby w MOKu. Po miesiącu grania do USM dołączył gitarzysta Adrian Kaczmarczyk z Rynu Reszelskiego, który w dość dużym stopniu poprawił brzmienie zespołu. Mając takie wsparcie mogłem w niektórych utworach zamiast na gitarze przygrywać na akordeonie.

Po jakimś czasie zaczęło być to problemem, bo wolałem skupić się na jednym instrumencie. Wybrałem akordeon. Potrzebny był więc drugi gitarzysta i tak w marcu 2013 roku na ogłoszenie na naszym facebook'owym profilu odpowiedział Marcin Krzyżewski z Kętrzyna, który niegdyś grał
w zespole Nazir. Szybko wkomponował się do zespołu i już miesiąc później zagrał z nami koncert w barze „Pod Kasztanem” w Reszlu. W składzie Tomek Iljasiuk – perkusja, Marcin Płotast – bas, Adrian Kaczmarczyk – gitara, Marcin Krzyżewski – gitara oraz Rafał Romańczuk – wokal, akordeon graliśmy do połowy czerwca. Właśnie wtedy dołączył do nas saksofonista, Konstanty Kociński, który 5 lipca debiutował w naszych szeregach podczas koncertu w Bisztynku.

Zawsze marzyła nam się porządna sekcja dęta, ale na naszych terenach jest wyraźny deficyt na grajków na trąbce, czy puzonie. W większych miastach łatwiej znaleźć kogoś do kapeli. Pytałeś o naszą nazwę. Któregoś razu, siedząc przy kanciapie dumaliśmy nad tym, jak mielibyśmy się nazywać, ale ciężko nam to szło. Podeszło do nas dwóch znajomków Jacka i tak od słowa do słowa, któryś z nich rzucił „Ukryta Strona Miasta”. Od razu się przyjęło.



— Ten rok możecie chyba uznać chyba za przełomowy. Zaczęliście grać koncerty i w okolicy ludzie w końcu o Was usłyszeli. Gdzie do tej pory mieliście okazję się pokazać na żywo i jak publika reaguje na Wasze kawałki?

— Zaczęliśmy koncertować w styczniu tego roku. Debiut mieliśmy w Kętrzynie podczas WOŚP. Później koncert w MOK-u w Reszlu (na sali około 20-stu osób, w City Club przed Molly Malone's (super klimacik), w barze „Pod Kasztanem” (zagraliśmy cały materiał dwukrotnie, bo jak skończyliśmy grać ostatni planowy utwór nadciągnęli „spóźnialscy” i chcieli byśmy jeszcze zagrali). Byliśmy też na imprezie motocyklistów pod Olsztynkiem (Tabunada '2013), później w Nidzicy, a ostatnio zagraliśmy w barze „Pasadena” w Bisztynku. Zaliczamy więc powoli okoliczne miejscowości. Jeśli chodzi o utworki, to oprócz naszych autorskich wspieramy się na koncertach dwoma numerami mojej dawnej kapeli Red Handed, a także dokonaniami takich zespołów, jak Kultura, Izrael, Daab, Dżem, czy Houk. W poczekalni już czekają projekty trzech naszych nowych utworków, ale ostatnio ciężko dopiąć je na ostatni guzik, bo czasu mało. A czy to, co gramy podoba się ludziom? Gust każdego jest inny, więc ciężko wszystkich poruszyć. Ostatnio w Bisztynku ktoś powiedział, że przyszedł posłuchać reggae, a według niego my reggae nie graliśmy. W pewnym stopniu się z nim zgodzę, bo może spodziewał się on jakiejś korzennej muzy, a my takiej nie gramy, ale coś tam chyba z tego klimatu było. Nasze utworki ska też nie przypominają klasycznych rytmów tego nurtu, ale jakąś cząstkę ska mają. Określiliśmy się jako zespół grający w klimatach reggae/ska, bo taki chyba przypominamy. Nie zamykamy się jednak w jakichś granicach i ostatnio zrobiliśmy w rockowym stylu utworek „Mówię Ci, że” zespołu Tilt.



— Sam od wielu lat jesteś związany z reszelską sceną muzyczną. Opowiedz jak Twoimi oczami wygląda jej rozwój i kondycja na przestrzeni tych wszystkich lat, które również sam jej poświęciłeś?

— Czasy się zmieniają, niektóre sprawy idą w dobrym, inne w złym kierunku. Reszelska scena muzyczna zaliczyła to drugie. Sam fakt, że w chwili obecnej USM, to jedyna kapela, która czynnie działa w Reszlu. Podobno nasz były klawiszowiec też ma jakiś projekt, ale póki co na scenie go nie widziałem. Czasami w MOK-u pograją chłopaki z Queen Of Sorrow, ale też tylko dla siebie, bo pełnego składu nie mają. A kiedyś? Miałem to szczęście dorastać w latach 90-tych, kiedy był wysyp kapel. W Reszlu działało wówczas kilka zespołów. Żeby „zaklepać” sobie miejsce w sali prób na dwie godzinki grania w tygodniu trzeba było zapisywać się w MOK-u z rocznym wyprzedzeniem, tak wiele osób chciało grać w kapeli. I jeszcze trzeba było 20 zł miesięcznie od kapeli zapłacić. A teraz serce płacze, kiedy widzę, że sala prób pusta, sprzęt stoi, płacić za granie nie trzeba, a chętnych nie ma. Sami mieliśmy problem, żeby skompletować obecny skład. Przecież Marcin i Kostek są z Kętrzyna, Adrian z Rynu Reszelskiego, a Tomek z Biskupca. Gdyby nie oni, USM już by nie istniało, bo przecież we dwóch ciężko zagrać na wszystkim. W większych miastach na pewno jest inaczej, ale w Reszlu już chyba lepiej nie będzie.


— Dlaczego akurat reggae, a nie inny nurt muzyczny?

— Chcieliśmy grać w tym klimacie, bo jest prosta, ale ma duszę. Do tego dochodzi fakt, że kiedyś razem graliśmy reggae w reszelskiej formacji Sunrise. Nie musieliśmy długo myśleć nad tym, co gramy, bo to samo wyszło przy pierwszych dźwiękach na próbie. Później dorzuciliśmy jeszcze kilka numerów ska i tak już zostało.



— Wiem, że Wasze plany nabierają rozpędu. Co dalej z Ukrytą Stroną?

— Jak się uda, to w sierpniu zaliczymy kętrzyńskie Konfrontacje i pod koniec miesiąca koncert w City Club. W międzyczasie chcemy nagrać małe demo w reszelskim MOK-u z tego materiału, który na chwilę obecną mamy. Cały czas pracujemy nad kolejnymi utworkami, ale nie chcemy robić go „na szybko”. Nic i nikt nas nie goni, więc spokojnie możemy działać. I oczywiście nadal chcemy koncertować i pojedziemy tam, gdzie nas zechcą.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages